Reklama i edukacja

Na rysunkach: Seria reklam propagujących mycie zębów pastą Colgate. Prasa ilustrowana lata 30.
The advertisement and the education.
On the pictures: series of ads propagating washing teeth with the Colgate toothpaste. Illustrated magazines, 30-ties.

Czwarty do brydża

Na rysunku: Bloczek do zapisu brydżowego z reklamą kosmetyków Odol. Lata 30.

Fourth for the bridge

On the picture: notepad for the bridge notation with Odol cosmetics advertisement. 30-ties. 

[Odol toothpaste produced of the best raw materials, cleanses teeth and removes tartar.]

Wszystko już było? Cz. 2

Na rysunku:  reklama prasowa pudru Antiba, lata 30.
Everything was known? Part 2
On the picture: press ad of the Antiba powder, 30-ties.
[Before and today. Alchemist and the sorcerer or the witch have often produced preparations for beautifying the complexion using raw materials like minced bone of the bat, powdered insects and the like of ingredient. It isn’t necessary to explain how many losses  that kind of preparations could cause. Today the chemist and the biologist equipped into newest apparatus and devices are overseeing the production of  Antiba powder which is produced in conditions of the 100% of hygiene of the best raw materials the newest knowledge showed which. Antiba powder is a closing word in cosmetology]

O aptekach, drogeriach i przemyśle

Zbierałam się dość długo do tego wpisu, bo wydawało mi się, że to taka nadmiernie dydaktyczna historia, ale przypadkowo w sieci natrafiłam na następujący „kwiatek”:
„Zanim wynaleziono krem (…), kremy można było kupić tylko w aptekach i to wyłącznie na zamówienie. Były to bardzo nietrwałe emulsje, które szybko ulegały rozwarstwieniu.”
No i oczywiście się wściekłam.
Markę litościwie pomijam. Rozumiem, że marketing i PR potrzebują fajnych historii, ale gdzieś są, albo przynajmniej powinny być,  granice upraszczania.
Po pierwsze w okresie w którym dokonano wzmiankowanego powyżej wynalazku, poza aptekami i raczkującym przemysłem kosmetycznym (we współczesnym rozumieniu tego terminu) istniało jeszcze jedno źródło dostępu do kosmetyków – drogerie. Drogeria to nie był  – tak jak dzisiaj – tylko sklep z kosmetykami, to było również miejsce w którym wytwarzano kosmetyki na niewielką skalę i w którym można było zamówić określony typ kosmetyku (podobnie jak w aptece). Receptariusz dla drogistów z roku poprzedzającego rok wyżej opisanego wynalazku, podaje kilkanaście różnych bazowych receptur kremów pielęgnacyjnych.
Po drugie, były to receptury stabilnych emulsji. Gęstych, mniej lub bardziej tłustych, według dzisiejszych kryteriów paskudnych sensorycznie, ale stabilnych emulsji.  Emulsji o tak na ogół niskiej aktywności wody, że nie wymagały konserwowania. Emulsji, z których część nie „wytrzymałaby” wprowadzenia współczesnych substancji czynnych, ale „wytrzymywała” warunki normalnego stosowania.
Podręczniki i receptariusze dla drogistów podawały setki receptur prostych (z dzisiejszego punktu widzenia) kosmetyków (mowa o latach 1900-1939). Podobnie proste były ówczesne kosmetyki produkowane na skalę przemysłową, trafiające do nielicznych sklepów firmowych i do … drogerii. Receptariusze ówczesne podają zresztą również przepisy na to jak zrobić podróbkę kosmetyku (lub wyrobu chemii gospodarczej) produkowanego przemysłowo lub jak obejść patent (np. stosując zamienniki surowców). Dlatego  – według mnie – jest praktycznie niemożliwe ustalenie kto pierwszy wpadł na pomysł zastosowania jakiegoś rozwiązania w dziedzinie receptur kosmetycznych w tym okresie. Można ustalić kto pierwszy opatentował, zastrzegł znak towarowy, bądź kiedy wprowadził produkt na rynek pod własną marką.
Taka sytuacja rynkowa pociągała oczywiście za sobą dalsze konsekwencje – walkę powstającego przemysłu z naśladownictwami i ewidentnymi podróbkami, wzrost znaczenia ochrony własności intelektualnej, ale też walkę lokalnych środowisk drogistowskich z „nowym” wkraczającym na ich teren, często w postaci spółek opartych na obcym kapitale. Ale to już zupełnie inna historia.
About pharmacies, drugstores and the industry.
I was about quite long to publish this entry because it seemed to me, that it so excessively teaching history, but by chance in the web I came across to the following:
“Before (…) cream was found, it was possible to buy creams only in pharmacies and what’s more exclusively for the order. They were  very unstable  emulsions which quickly broke down.”
And of course I got mad.
Mercifully I am omitting the brand. I understand that marketing and PR need hot stories but somewhere they are, or at least should be, borders of simplifying.
Firstly – in the period in which the mentioned above invention was made, outside pharmacies and the developing cosmetic industry (in contemporary meaning of this term)  one more source of the access to cosmetics did exist – the druggist’s (drugstores). Drugstore it wasn’t – as this way as today  – a shop with cosmetics, drugstores were also places in which cosmetics were  produced at the low quantities and at which it was possible to order the determined type of cosmetic in (as similarly as in the pharmacies). Formulary for druggists from the year preceding the year of invention mentioned above, is giving a dozen or so different basic formulations for skin care emulsions.
Secondly, these were formulations for stable emulsions. Awfully thick, more or less oily, according to present-day criteria – unacceptable from the sensory point of view, but of stable emulsions.  Of emulsion of such a low water activity that it didn’t require preserving. Of emulsions,  breaking off after introducing contemporary active substances, but stable in conditions of normal use.
Textbooks and formularies for druggists published hundreds of formulations for simple (from a present-day point of view) cosmetics (I’m talking about the 1900-1939 period). Similar-in-concept cosmetics were produced to the industrial scale, finding their way to few factory shops and to … drugstores. Formularies   as a matter of fact published also recipies how to do the fake industrial-scale-produced-cosmetic (or home care product) or how to omit the patent (e.g. applying substitutes of registered raw materials). Therefore – in my opinion – there is practically impossible to determine who first hit the idea of applying some solution in the field of cosmetic formulations  in this period. It is only possible to establish who was the first patented the invention, registered a trademark, or  released the product on the market under the own brand.
Such a market situation resulted of course in more distant consequences – the fight of the industry against copies and evident fakes, the increase in the significance of the intellectual property protection, but also the fight of local druggists circles against “the new”  entering to their land, often in the form of the companies based on the foreign capital. But it is the completely different story…

Czarna dziura

Tym razem eksponat powojenny. Z gatunku takich co to “jakbym nie miała w ręku to bym nie uwierzyła”. 
Na pierwszym zdjęciu jest opakowanie kremu Nivea wyprodukowanego przed wojną przez fabrykę w Poznaniu. Słoiczek płaski, szklany, z napisem Nivea, wieczko metalowe, na otoku napisy: Poznań i Pebeco. Średnica 5 cm czyli, tzw. „małe opakowanie” („zwykłe” miało średnicę ca. 7,5 cm). Czyli wszystko jak trzeba (BTW: historia Pebeco i marki Nivea w Polsce w zarysie opisana jest tu).
A na drugim? Nazwa – w porządku: „Nivea”, hasło reklamowe – bez zmian. Słoiczek płaski szklany – taki jak przedwojenny. Nie zgadza się producent. Na wieczku jest logo „Polfa”, a na otoku „Z.Z.P. Farm. Warszawa wytwórnia 8, Nr 362.” Czyli Zjednoczone Zakłady Przemysłu Farmaceutycznego. I to jest jedyne pewne, bo namacalne. Oczywiście zaczęłam szukać dokumentów, pozwalających na datowanie znaleziska i tu jest właśnie tytułowa czarna dziura – każde źródło podaje trochę inne daty, więc bez wizyty w Archiwach Państwowych pewnie precyzyjne datowanie mi się nie uda. Historia prawdopodobnie, podkreślam prawdopodobnie, wyglądała następująco: na mocy ustawy o nacjonalizacji przemysłu (1946) Pebeco przeszło pod zarząd Skarbu Państwa a znaki towarowe, patenty itp., które należały do niego przeszły na własność Skarbu Państwa. W 1948 powstały Zjednoczone Zakłady Przemysłu Farmaceutycznego, które „pobrały” markę Nivea i przez pewien czas wypuszczały na rynek popularny krem. Nie wyklucza to oczywiście równoległego produkowania kremu Nivea przez znacjonalizowane Pebeco (a później Lechię) i Polfę. Jak ustalę szczegóły oczywiście doniosę…
  
The black hole.
This time the post-war exhibit. From the kind: “If I didn’t have it in my hand, I wouldn’t believe”. In the first photograph is the jar of  Nivea cream produced before the war by the Pebeco factory in Poznań. Flat, glass small jar – with the Nivea inscription, metal lid – on the border inscriptions: Poznań and Pebeco. Diameter of 5 cm, so this is the small package (the regular one had the diameter ca. 7.5 cm). That is everything as it should be. And on the second? Name? As it should be: Nivea. The claim – without changes. Flat small jar glass? so as prewar. A producer name disagrees. On the lid is a Polfa logo, and on the border „Z.Z.P. Farm. Warszawa wytwórnia 8, Nr 362.”. That means:  United Factories of the Pharmaceutical Industry in Warsaw. Of course I started searching for documents, allowing for dating the exhibit and there is exactly a title black hole. Every sources are announcing a bit of different dates, so without the visit in State archives most probably I won’t make a success of precise dating. The history probably, I am underlining: probably, looked as follow:  the act on the nationalization of the industry (1946) caused that Pebeco became property of the State Treasury, together with its registered trademarks, patents and so on. In 1948 came into existence United Factories of the Pharmaceutical Industry which charged the Nivea brand and for some time it dropped popular cream to the market. Of course the above mentioned scenario  isn’t making impossible a parallel production of Nivea cream by nationalised Pebeco  (and then Lechia) in Poznan and Polfa in Warsaw. If I’ll establish details I will inform  you, of course.